przejdz do zawartosci

up

Szukaj




wielkość czcionki A A A

"Wenecja" chce zaistnieć w Wenecji

WENECJA ubiega się o nominację do 67. MFF w Wenecji

Jan Jakub Kolski Fot. Anna Gondek, KALENDARIUM 2010

Jan Jakub Kolski. Fot. Anna Gondek

"Wenecja" w reżyserii Jana Jakuba Kolskiego na 35. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni w maju 2010 otrzymała trzy nagrody – za zdjęcia (Artur Reinhard), scenografię (Joanna Macha), debiut aktorski (11-letni Marcin Walewski); jest wyświetlana w polskich kinach  od czerwca, ubiega się o nominację do konkursu głównego 67. MFF w Wenecji  we wrzesieniu br. Jak wszystkie fabuły tego reżysera jest opowieścią magiczną, poetycko sfilmowaną w plenerach Mazur i we wnętrzach pałacu w Jegławkach, zjawiskowo zagraną (w obsadzie Magdalena Cielecka, Agnieszka Grochowska, Grażyna Błęcka-Kolska, Julia Kijowska, Teresa Budzisz-Krzyżanowska, Mariusz Bonaszewski). Scnariusz powstał na kanwie opowiadania Włodzimierza Odojewskiego "Sezon w Wenecji". W filmie historia II wojny światowej przeplata się z chłopięcymi marzeniami, mit zwycięstwa z klęską rzeczywistości, pragnienia z przemijaniem, realność z imaginacją, stereotyp z parabolą.


Wenecja Fot. Anna Gondek, KALENDARIUM 2010

Kadr z filmu "Wenecja" Fot. Anna Gondek

Na granicy dwóch światów widz razem z bohaterem przeżywa pięć lat wojennych. W rodzinie Marka wszyscy już byli w mieście na wodzie, od nich wyuczył się na pamięć nazw placów i kościołów, wszystkiego o weneckich zabytkach. Niecierpliwi się czekaniem na podróż mającą znamionować pewien etap dorastania, przekroczenie progu kultury, do której przynależy przez sam fakt narodzin w określonym punkcie społecznym i czasowym.  Ale jego Wenecja mieści się w zalanej wodą piwnicy w willi nad Sanem, gdzie mieszka razem z matką, babcią i ekscentrycznymi ciotkami. Buntuje się, spór z rzeczywistością wyzwala w nim kreację, której poddają się wszyscy domownicy. Spektakl wenecki zostaje przecięty wejściem funkcjonariuszy Gestapo. Konflikt sztuki i życia przełamuje się na stronę realiów egzystencjalnych. Nie wiadomo, co się stało z Markiem, w pozostawione przez niego miejsce wchodzi reżyser ze swoją opcją. Obraz przekształca się w paraboloidę. Z odniesienia ostatnich kadrów do pierwszej części filmu nie wynika tylko powtórzenie utartych ocen polskiego losu w fatalistycznej historii krzywd i klęsk. To nie jest zwykła czytanka, reżyser posłużył się stereotypami, czyniąc z nich ścieżkę myślowego skrótu. W gruncie rzeczy chodzi mu o porównanie dwóch projektów struktury świata – zdegradowanego paradygmatu nowożytnego z obecną postmodernistyczną projekcją rozbicia wartościowania, zaniechania prawdy i całości w pojmowaniu rzeczywistości i sztuki. W swoim buncie i sporze ze współczesnością czuje się nie mniej samotny i złakniony jak w filmie kreator Wenecji, jakby powtarzał za nim: "Nie chcę tu być". Dlatego zmienia przesłanie opowiadania Odojewskiego o wyobraźni mocniejszej niż wojna. Wątpi. Za taką ekranową wizję odwiecznej dychotomii sztuki i życia krytycy od razu wpisują reżysera do katalogu epigonów. Widz, wyuczony brania na siebie odpowiedzi, daje się złapać na historyczne sidło. A clou tego filmu objawia się rozumieniu dopiero wtedy, gdy się ono wydostaje z ograniczenia faktografii. Jan Jakub Kolski nie chce, żeby reinterpretować wydarzenia sprzed 60 lat, ani żeby się zastać w utartych osądach. On pyta o źródła sztuki, o pragnienia i obecność artysty w rzeczywistości, o kontekst relacji twórczości ze światem w dwóch przedziałach czasowych, wiążąc sytuację swojego bohatera z własną. Wenecja. Samo wypowiedzenie słowa ewokuje rozmowę o sztuce. W stronę takiego odczytania odautorskiej dedykacji filmu kierują również obrazy prawie bez słów. Zob. foto zwiastun >>>


zob. więcej o reżyserze
www.culture.pl/pl/culture/artykuly/os_kolski_jan_jakub

zob. Włodzimierz Odojewski
www.culture.pl/pl/culture/artykuly/os_odojewski_wlodzimierz

Poleć znajomemu | Wersja do druku