przejdz do zawartosci

up

Szukaj




wielkość czcionki A A A

Ból tworzenia czyli wspomnienia Teresy Kruszewskiej

Przy okazji wystawy „Chcemy być nowocześni" w Muzeum Narodowym, udało nam się spotkać z profesor Teresą Kruszewską, wybitną osobistością polskiego designu.

Pani Profesor z ogromnym poczuciem humoru wspominała czasy, w których powstawały jej liczne projekty. Poczucie humoru dobrze jest mieć w ogóle, a już zwłaszcza wtedy, kiedy żyje się w krainie absurdu. Taką krainą jawi się Polska Ludowa w opowieściach artystki. W tej krainie począł się wyłaniać zawód projektanta, a wzornictwo jako odrębna dziedzina sztuki. Nie znaczyło to jednak prób ułatwiania życia zawodowego projektantom, którzy, każdorazowo, musieli składać wnioski o przydział materiałów, a następnie tygodniami czekać. Ponieważ procedury były uciążliwe, starano się zdobywać materiały na własną rękę (w ten sposób Teresa Kruszewska, z odpadów produkcyjnych jednego projektu, stworzyła kolejny - fotel o stalowym stelażu, wyplatanym rurką igielitową).

Ze zdobytymi materiałami prowadzono domorosłe eksperymenty przy użyciu bardzo prymitywnych narzędzi, o maszynach ułatwiających pracę nie było nawet co marzyć. Tak zaprawiona w bojach Teresa Kruszewska wyjechała na stypendium do Rhode Island School of Design w Providence, gdzie doznała szoku, kiedy zbudowano skomplikowaną maszynerię, specjalnie dla jej eksperymentów ze sklejką. Wynikiem rocznego stypendium było krzesełko i stołek dla dzieci (powstały dwa komplety, jednym dysponuje Muzeum Narodowe, choć na obecnej wystawie nie można go obejrzeć). Te niepozorne mebelki są, w istocie, niezwykle kunsztownym efektem długotrwałych prób zamknięcia funkcji w pięknej, i, co istotne, stabilnej formie. Docenili go sami Eamsowie, gratulując twórczyni, choć trudno im było uwierzyć, że autorka, eteryczna i drobna, wykonała je własnoręcznie.

Cóż stało się dalej? Po skończonym stypendium artystka zapakowała mebelki i drewniane kopyto (czyli rodzaj formy) od nich do skrzyni i wsiadła na statek płynący do Polski. W ojczyźnie do skrzyni zajrzeli celnicy, zważyli meble wraz z potwornie ciężkim kopytem i nałożyli cło. W dolarach.

Tu należy wyjaśnić ówczesne realia walutowe: dolar był najcenniejszym dobrem, mającym dwa przeliczniki na polskie złote - kurs oficjalny i czarnorynkowy; za dziesięć dolarów sprzedanych na czarnym rynku można było przeżyć miesiąc, nic więc dziwnego, że młoda projektantka nie chciała się pozbywać ewentualnych oszczędności. Ponieważ próby wytłumaczenia celnikom, że to jej dorobek artystyczny, spełzły na niczym, poprosiła o pomoc odpowiednie Ministerstwo (bodajże Kultury); roczne starania Ministerstwa dały efekt - Kruszewska mogła uiścić cło w złotych polskich. W ten sposób państwo wsparło artystkę. Koniec historii krzesełka i stołeczka jest taki, że Muzeum Vitra Design zapragnęło mieć je w swoich zbiorach, a ponieważ profesor Kruszewskiej został z drugiego kompletu stołeczek, zbiory Vitry powiększyły się o niego. Wprawdzie nie jest w stałej ekspozycji, ale, jak to z dużym poczuciem humoru powiedziała Pani profesor:„Mogę powiedzieć, że mój projekt jest w Muzeum Vitra Design, czyli jednym z najbardziej uznanych tego typu, i jestem z tego dumna".

Na wystawie można obejrzeć słynny fotel Teresy Kruszewskiej, wyplatany żółtą, igielitową rurką: bardzo wygodny i ładny, choć w masowej produkcji stelaż wykonano z rurek o grubszym przekroju, co odebrało mu nieco lekkości.

Więcej na temat wystawy: http://www.poland.gov.pl/Chcemy,byc,nowoczesni.,Polski,design,1955-1968,Kalendarium,5577x850.html

(mś)

Poleć znajomemu | Wersja do druku